Strona Barbary Wojciulewicz
Monolog dziecięcia wieku


Moralia Kazimierza Brakonieckiego to tomik, który nie wabi ani wyglądem okładki, ani tytułem nawiązującym do nużącego i mało zajmującego dzieła barokowego poety. Moralia Wacława Potockiego stanowiły posępną i przygnębiającą wizję ówczesnej rzeczywistości, w której - zdaniem tego surowego mentora - zanikły wartości ewangeliczne, moralność i duch obywatelski. Cóż wspólnego mogą więc mieć Moralia Brakonieckiego i Moralia Wacława Potockiego? Można odnieść wrażenie, że olsztyński poeta z jakichś powodów igra z czytelnikiem nawykłym do książek wabiących chwytliwą intytulacją i atrakcyjną szatą graficzną.
Każde wypowiedziane słowo mnie boli / bo wiem że jest nadaremno1 - stwierdza Brakoniecki, a jednak być może właśnie dlatego stara się przedrzeć przez daremność słów, by wypowiedzieć swoją prawdę. W tym celu prowadzi czytelnika przez krajobrazy, historię i świat własnych najintymniejszych przeżyć. Pozostaje czułym obserwatorem, a także komentatorem zastanej rzeczywistości, z której umiejętnie wydobywa uniwersalne sensy. Wydłużona i nieco spowolniona fraza upodabnia wiele z tych wierszy do prozatorskich impresji.
Wewnętrzny imperatyw, by poetyckim słowem opisywać świat, poddany być musi stosownym rygorom. "Bowiem nie sarkazmu, nie ironii, nie krytycznego dystansu, nie uczonej dialektyki, nie inteligenckiego żartu oczekujemy od poezji - jak słusznie podkreślał Adam Zagajewski w Uwagach o wysokim stylu - (...) tylko wizji, ognia, płomienia, który towarzyszy duchowym odkryciom. Mówiąc inaczej, od poezji oczekujemy poezji"2. I Brakoniecki spełnia to oczekiwanie, choć jakimś dziwnym trafem znalazło się w Moraliach parę utworów w mniejszym lub większym stopniu skażonych grzechem wielosłowności. Poeta zdaje się być tego świadom, bo jeden z nich kończy następującą autorefleksję: poczułem że jestem / jednocześnie na zewnątrz i wewnątrz / pusty jak przewrócony na twarz / automat do wierszy3. Taki przebłysk samoświadomości jest zapewne dla procesu tworzenia czymś ważnym, wręcz koniecznym. To trochę tak jak ze smutkiem - bez niego nie byłoby przecież radości...
Peregrynacja, na którą nas tym razem zaprasza autor Moraliów, zaczyna się w Sarajewie w kwietniu 1997 r. Osobliwe to miejsce, gdzie każda z walczących stron nienawidzi życia w imię objawionej księgi4. Nie ma prostych recept na zażegnanie nienawiści. Tutaj przybrała ona szczególnie absurdalne oblicze. Patrzę i nie rozumiem dotykam dobra a odkrywam zło / którego zasady odnajduje w samym sobie5 - przyznaje poeta i z pokorą podejmuje próbę zrozumienia. Włącza się tym samym w intelektualną debatę epoki. Usiłuje zachować dystans wobec samego siebie. Szczerze pragnie łaski zrozumienia. On - mądrala światowidz i zarazem nieszczęsny Słowianin - wielce skonsternowany stwierdza: mam trudności tutaj z odróżnieniem kata od ofiary / staram się pozostać przy dobru sceptyk w rozumie / dość mam natchnionej mordowni która roni łzy6. To okaleczone wojną miasto uczy pokory i odbiera łatwą nadzieję: Nie ma dostępu do/ tego bólu który się zasklepił tylko doraźnie ale czuję jego / swąd wściekłości i nienawiści ta wojna mnie przerasta / bo dowodzi że nie ma ocalenia przed barbarzyństwem7.
W cyklu zatytułowanym Z pamiętnika podróży po Bawarii powracają warmińskie reminiscencje i polsko-niemieckie resentymenty. Stają się przedmiotem refleksji świadczącej o odwadze i uczciwości, z jaką bohater liryczny dokonuje samooceny: moje uczulenie jest historyczną idiosynkrazją/ z której chyba nigdy się nie wyzwolę / Badam barbarzyńskość Europy w sobie kiedy / zaledwie tę Europę kosztuję przy drugorzędnym stole / sam sobie winien ja prowincjonalny światowiec8. W świecie, którego przyszłość jest tak bardzo niepewna, wzrasta ranga przeszłości, a potrzeba zrozumienia nauk płynących z tego, co minione, okazuje się nagląca. Brakoniecki - poeta czuwający nad historią - usiłuje dociec przyczyn zapiekłej nienawiści, bo to pierwszy warunek konieczny do jej okiełznania.
Autor Moraliów wielokrotnie wyraża swoje zdumienie nieskończoną bezbronnością człowieka wobec losu. Czyni tak zwłaszcza w budzących niebywałe wzruszenie lirykach poświęconych swej matce, Zuzannie Brakonieckiej. Pojawiają się w nich motywy znikomości postrzeganej jako tajemnica. Śmierć bliskiej osoby, będąc głęboko traumatycznym przeżyciem, stawia człowieka oko w oko z własnym przemijaniem i z niezrównaną skutecznością uczy pokory. Jedyną trwałą wartością - nawet w obliczu śmierci - pozostaje miłość, którą poeta wpisuje w koło będące najdoskonalszą z figur: Nie ma końca i początku / wszystko było już przedtem / zawiązuje się w sens jak w tajne litery / miłości ostatecznej9. Niektóre z tych wierszy są lamentacjami szczerze wzruszającymi prawdą i prostotą. Poeta wyraża swój ból w słowach rozpiętych między bluźnierstwem a wyznaniem wiary: Boli mnie widzialne bo spełnia się niewidzialne / nie rozmawiam ze śmiercią bo monolog byłby dramatyczny / lecz po raz pierwszy chciałbym aby było życie wieczne / dla mojej matki która nie może umrzeć doszczętnie / i jeżeli jest niebo to ona jest jego pierwszym przykazaniem / boli mnie niewidzialne bo spełnia się kosztem żywych / lecz śmierci nie ma jak i mojej matki także10. Zmaganie się z nieuniknionością śmierci znalazło w tych trenach nader przejmujący wyraz.
Nie mniejszą niż do przeszłości wagę przywiązuje Brakoniecki do hic et nunc. We właściwy sobie sposób obnaża smutne paradoksy współczesności i tropi obojętność ukrytą pod płaszczykiem fałszywej tolerancji: Czyż nikt nie widzi że to nihilizm głosić nienawiść / słowami religii jakby Bóg był zwierzęciem piekła / kamienować kobiety w trzecim tysiącleciu ludzkości / powoływać się na święte prawo aby podpalić obcego?11. Wielką siłą tej poezji jest jej otwarcie na wyzwania teraźniejszości i odwaga w stawianiu pytań dotyczących kwestii zasadniczych.
Kazimierz Brakoniecki ustawicznie zmusza czytelnika do samookreślenia się. Jego widzenie kondycji współczesnego człowieka łączy w sobie werystyczną gorycz z trafnością spostrzeżeń: po to jest cywilizacja abyś zmitologizował swoje cierpienie / i znalazł odpowiedni dla siebie łatwowierny rytuał / albo heroiczne spełnienie w pracy konsumpcji rozrywce / stań się dorosłym - dzieckiem ciesz się towarem i chwilą / i tak świata nie zmienisz mając cały świat w sobie dla siebie12. Kultura masowa i konsumpcyjne nastawienie do życia niszczy w człowieku to wszystko, co stanowić by mogło o jego niepowtarzalności i autokreacyjnej mocy. Poeta przestrzega przed zagrażającym zewsząd zniewoleniem i po wielekroć przypomina, że każdy z nas jest pamięcią historii pojedynczym wehikułem epifanii (...) monadą nadprzyrodzonego13, a to przecież oznacza, że przynależymy do porządku transcendencji.
Kazimierz Brakoniecki, Moralia. Olsztyn 2002 [rec. Barbara Wojciulewicz, Monolog dziecięcia wieku, "Pracownia" nr 31(1/2003), s. 60-62]
na górę
1 Kazimierz Brakoniecki: Moralia. Olsztyn 2002 s. 67.
2 Adam Zagajewski: Uwagi o wysokim stylu. "Zeszyty Literackie" 1999, nr 1 s. 14.
3 Kazimierz Brakoniecki, Moralia..., s. 42.
4 Tamże, s. 9.
5 Tamże, s. 9.
6 Tamże, s. 10.
7 Tamże, s. 11.
8 Tamże, s. 19.
9 Tamże, s. 77.
10 Tamże, s. 83.
11 Tamże, s. 53.
12 Tamże, s. 56.
13 Tamże, s. 57.
 
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005 Barbara Wojciulewicz Valid HTML 4.01!Valid CSS!