Strona Barbary Wojciulewicz
W poszukiwaniu sensu


Rozpoznawanie in statu nascendi tego, co w najnowszej poezji godne jest uwagi, a czym zgoła nie warto myśli zaprzątać, wydaje się zajęciem wielce ryzykownym. To bowiem, co dziś wnoszą do literatury poeci będący na początku swojej drogi twórczej, budzi nadzieję, ale i pewien niedosyt, ponieważ nazbyt często ich celem nadrzędnym bywa... za wszelką cenę zaistnieć. Dominuje traktowanie poezji jako gry, a przecież jej powinnością winno być też dociekanie prawdy i sensu istnienia. Nieczęsto zdarza się, by młodzi twórcy osią swych poetyckich rozważań czynili tak fundamentalne zagadnienia, jak miłość, przemijanie i śmierć. Kwestie te podejmuje Szymon Babuchowski w swoim debiutanckim tomiku zatytułowanym Sprawy życia, sprawy śmierci, przy tym, że w świecie, który jest zatruty przez niemiłość, należy pamiętać o metafizycznych i filozoficznych powinnościach poezji.
Cenne jest to, że w poetyckim świecie autora Spraw życia, spraw śmierci trwa nieustający dialog z tradycją. Już w pierwszym utworze z tego zbiorku poeta ujawnia, że jest mu bliskie romantyczne widzenie świata i tak oto przedstawia swoje poetyckie i (zapewne) życiowe credo: Jestem z tych, którzy wierzą w duchy, / lecz nie wierzą każdemu duchowi / (bo nie wszystkie do Nieba nas wiodą). / Nie chcę mówić, że znam język duchów. / Chcę powiedzieć, że ktoś do nas mówi. Wiara w natchnienie i przekonanie o odpowiedzialności poety przenika cały ten tomik.
Babuchowski niestrudzenie pyta o powołanie człowieka, a odpowiedzi szuka w Biblii i głównie w oparciu o nią interpretuje otaczający świat. Widzi więc swoją rolę jako poety w tropieniu epifanii, także tych codziennych. Zdaje się nie mieć wątpliwości, że wszystko już objawione / ale nie wszystko jeszcze / rozpoznane. A skoro tak, zapewnia, poeci wciąż potrzebni są światu i nie ma wątpliwości, że jest o czym pisać.
Już sam tytuł tomu - Sprawy życia, sprawy śmierci - można odczytać jako pewną wskazówkę interpretacyjną, którą potwierdza lektura. Śmierć jest w tych wierszach ukazana przez pryzmat chrześcijańskiej wiary - jako część życia, oswajany codziennie koniec ziemskiego pielgrzymowania, przejście do innej rzeczywistości. Czytając Babuchowskiego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że na różne sposoby powtarza on następującą myśl św. Augustyna: Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, o Panie! Nic więc dziwnego, że do podkreślenia tego niepokoju dogodnym chwytem retorycznym okazał się topos wędrówki, błąkania się, drogi. Kondycja nas, ludzi, którzy niczym ślimaki / z domem na plecach, szukamy / Domu, jest pełna paradoksów.
Tajemnica przejścia z życia do śmierci fascynuje młodego poetę nieporównanie więcej niż cokolwiek innego. Cierpnie czytelnikowi skóra i na duszy robi się mroczno, kiedy fascynacja ta przyjmuje postać brzmiącego makabrycznie wołania: Uśmierć mnie, błagam, przybij mnie do siebie / Niech nasze drzewa złączą ostre gwoździe / Niech krew się zmiesza, niech ciało dojrzeje / Niech się poplączą języki z radości!... Chciałoby się wtedy powtórzyć poecie jego własne słowa: lepiej nie ściemniaj bo i tak jest ciemno / wystarczająco żeby nas pognębić. Nie wątpię, że te wiersze zyskałyby, gdyby wpuszczono w nie trochę światła w postaci nadziei i radości.
Babuchowski nie chce pamiętać, że w cierpieniu i bólu nie zamyka się cała prawda o ludzkiej egzystencji, lecz zaledwie jej część. W przejmującym Trenie XX czytamy: w całym domu tak wiele pamiątek po Tobie / że gdybym spalił wszystko i tak coś wylezie / a w moim biednym ciele - zranionym i chorym / na zawsze przecież zostanie jakaś cząstka Ciebie. Tytuł tego wiersza nawiązuje, jak się domyślam, do cyklu trenów Jana z Czarnolasu, natomiast jego przesłanie wyraża zupełnie co innego niż ostatni, dziewiętnasty tren Kochanowskiego, ponieważ podkreśla nieprzerwane trwanie w czasie bólu z powodu śmierci bliskiej osoby, bez nadziei na konsolację.
Motywem wyraźnie zaznaczającym swą obecność w tym tomiku jest rozumienie spraw płci utrzymane w duchu ortodoksyjnego katolicyzmu. W liryku Ona i on taki oto kształt przyjęły przemyślenia poety: mężczyzna myśli zaraz - teraz - już / kobieta woła szumi jeszcze jeszcze / ona jak morze on jest marynarzem / który powraca gdy ona wciąż trwa // chociaż się burzy ale nie odpływa / to on jest ruchem zaś ona jest miejscem / gdzie się gromadzą wszystkie pory roku / zawiera w sobie i ciszę i sztorm. Ta niewątpliwa afirmacja kobiecości pozostaje w swej istocie pochwałą podziału na to, co tradycyjnie uważa się za męskie i kobiece.
Niemożność porozumienia między płciami wydaje się w świetle tej liryki wpisana w naturę ludzką, przypisana człowiekowi od początku istnienia gatunku; kobieta zaś - jawi się jako istota, której inność budzi obawę mężczyzny, ale zarazem pociąga i czyni go bezbronnym: Ukąszony przez węża, zjadany / przez kobietę; strzałą Amora / trafiony, zatopiony w myślach. / Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie,/ ugryzła mnie w piętę. Teraz zabiera się / do głowy. W swoich rozważaniach o relacjach między płciami Babuchowski zdaje się podzielać intuicję wyrażoną przez Czesława Miłosza w Traktacie teologicznym: Tak więc Ewa okazała się delegatką Natury / i ściągnęła Adama w monotonne koło narodzin i zgonów (...) Stąd być może lęk mężczyzny przed obietnicą miłości, która nie jest inna niż obietnica śmierci. Obaj poeci wskazują więc na Ewę jako istotę budzącą z racji swej inności uczucia ambiwalentne.
Wśród mających biblijną proweniencję lirycznych konstatacji Babuchowskiego znalazł się i żartobliwy wiersz, w którym poeta zauważa, że Adam i Ewa znajdowali się w sytuacji komfortowej, bo nie mogli mieć żadnych wątpliwości, że zostali wyłącznie dla siebie stworzeni. Nie dotyczył ich przecież problem wierności, wyboru i wielu wynikających stąd miłosnych rozterek. Później dopiero wszystko się coraz bardziej komplikowało, aż wreszcie dziś udręczeni pytamy: Ile razy trzeba próbować, smakować, / stwierdzać: "to nie ta", "nie ten"? / Jak bardzo nadgryzieni będziemy, / kiedy wreszcie natrafimy na siebie? Oto jeszcze jeden powód do tęsknoty za rajem, zdaje się mówić poeta. Przywodzi mi to na myśl wiersz Wygnani, którego autor - ksiądz Jan Twardowski - zauważa: Biblia milczy czy się Adam z Ewą w raju całowali. Rozmyślanie nad tym, jak przebiegał ten pierwszy pocałunek, nie prowadzi go jednak do wygłoszenia morału, przed czym nie ustrzegł się w swym wierszu Babuchowski. Kaznodziejska nuta pojawiająca się czasem w liryce tego młodego poety, mimo że pobrzmiewa dość dyskretnie, stanowi niestety jej słabą stronę.
Natomiast wpisana w te liryki romantyczna emocjonalność - wsparta muzycznością frazy - powoduje, że czytelnik niepostrzeżenie ulega ich urokowi. W zwracającym uwagę kunsztowną instrumentacją głoskową wierszu Ars poetica autor dowodzi, że droga do zrozumienia głębszych sensów obecnych w dziele wiedzie przez doświadczenie urody słowa: jakże piękne jest ciało wiersza / jakże piękna jest wiersza powierzchnia / jak cudowne są same spółgłoski przez ich gąszcz się krwiożerczo przemieszczam / miąższ spółgłosek wysysam bez reszty / w skórze słowa zanurzam swe zęby / kto się z wierszem ni razu nie pieścił / ten przenigdy nie zstąpi do głębi. Tę receptę na rozkoszowanie się tekstem poetyckim warto zastosować przy lekturze Spraw życia, spraw śmierci, konfrontując nieco mroczne przesłanie poety z własną wrażliwością i szukając odpowiedzi na pytanie, czy urodzie brzmienia towarzyszy głębia, do której te wiersze aspirują.
Szymon Babuchowski, Sprawy życia, sprawy śmierci [rec. Barbara Wojciulewicz, W poszukiwaniu sensu, "Topos", nr 6/2003, s. 241-2]
na górę
 
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005 Barbara Wojciulewicz Valid HTML 4.01!Valid CSS!