| Strona Barbary Wojciulewicz | |
|
Tadeusz Jaroszyński (1926-1944) Tadeusz Jaroszyński ps. "Brzoza" to jeden z partyzantów z oddziału Kazimierza Stefanowicza. Tak o ostatnich chwilach jego życia wspomina nasz patron: "Tymczasem koledzy odszukali ciężko rannego (postrzał w okolicę serca) wartownika, który pierwszy oddał strzał z karabinu ostrzegając cały oddział. Był nim Tadeusz Jaroszyński, ps. "Brzoza". Przy oględzinach od razu zorientowałem się, że chwile jego życia są policzone. Przykro było patrzeć, stwierdzając bezsilność naszą przy ratowaniu życia 19-letniego bohaterskiego chłopca. Umierając na rękach kolegów, zwrócił się do mego brata: - Niech pan mi poda rękę, umieram za Polskę. Tak będzie mi lżej... Opisuję tę scenę nie dlatego, żeby ubrać to wydarzenie w piękne słowa, daleki jestem od patosu. Tak było naprawdę. Zrobiło to na wszystkich olbrzymie wrażenie. Sytuacja nie pozwalała na rozważania i sentymenty. Ciało poległego żołnierza postanowiliśmy ukryć i pochować obok poległego wcześniej "Orlika" - Bolesława Kurpiewskiego".
Tyle świadectwo Kazimierza Stefanowicza. Udało mi się zebrać jeszcze garść informacji o Tadeuszu. Niestety nieskuteczne okazały się poszukiwania jego zdjęcia. Nie wiemy więc, jak wyglądał. Ci, którzy go pamiętają, mówią, że był przystojny.
Ojciec Tadeusza, Pankracy Jaroszyński, pochodził z Ukrainy. Był podoficerem Wojska Polskiego. Tuż po wojnie polsko-bolszewickiej pełnił służbę w straży granicznej. Tak znalazł się w Myszyńcu. Poznał tutejszą pannę, Walerię Faworkiewiczówną, ożenił się z nią i niebawem po ślubie wyjechali na Ukrainę. Zamieszkali na Wołyniu w pięknym miasteczku Zdołbunów. Tam 8 marca 1926 r. urodził się Tadeusz. Miał on dwoje rodzeństwa: starszego brata Waldemara i młodszą siostrę.
We wrześniu 1939 roku rodzina Jaroszyńskich uciekła przed Sowietami i schroniła się w Myszyńcu. Zamieszkali w piętrowym drewnianym domu przy ulicy Rynarzewskiego 1. Tu też otworzyli sklep spożywczy.
Niełatwo już dziś dotrzeć do tych, którzy znali Tadeusza. Ireneusz Plebanek opowiedział mi, że poznał go jesienią 1939 roku. Czternastoletni wówczas Tadek okazał się świetnym kompanem, o ujmującym sposobie bycia, dowcipnym i bardzo koleżeńskim. Podobno nie można go było nie lubić. Jak na wojenne warunki spędzali czas dość beztrosko, wypełniając go tym wszystkim, co zwykle zajmuje nastoletnich chłopców. W tym początkowym okresie wojny aż do roku 1942 obaj właściwie nie interesowali się żadną działalnością konspiracyjną. Potem Ireneusza i wielu innych rówieśników Tadka zabrano na roboty do Prus.
Z kolei Zenon Plebanek podzielił się ze mną takim oto wspomnieniem: "Rozmawialiśmy sobie kiedyś o powstaniu styczniowym. Interesowała nas trochę historia. I kiedyś mu powiedziałem: Kurczę, ja to pójdę do lasu i powtórzę te sprawy wszystkie. Bardzo mu się ta myśl spodobała... Jego ojciec jako przedwojenny podoficer siłą rzeczy należał do organizacji [do AK], bo kto miał przygotować tych ludzi. Zdaje się, że Tadeusz prosił ojca i ten zgodził się".
Nie udało mi się ustalić nic więcej. Wiem tylko, że w oddziale przebywał zaledwie parę tygodni. Zginął 15 sierpnia 1944 r. w okolicach wsi Charcibałda. O jego tragicznej śmierci długo opowiadano w rodzinie. Pamiętam jego matkę, która do końca bolała nad śmiercią swego syna.
Grób Tadeusza znajduje się na myszynieckim cmentarzu, na prawo tuż za miejscem wiecznego spoczynku żołnierzy poległych we wrześniu 1939 r.
na górę |
|
| Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005 Barbara Wojciulewicz |
|