Strona Barbary Wojciulewicz
Jak to nad Wigrami bywało...


Wszystko jest opowieścią - zarówno w życiu, jak i w literaturze. Ta niesprecyzowana bliżej odmiana epiki nie posiada ścisłych wyznaczników gatunkowych, toteż sytuuje się niefrasobliwie w bliskości różnych form literackich. Miewa pewne znamiona legendy - umiejscowienie w konkretnej przestrzeni i mniej lub bardziej swobodnie pojmowanych ramach czasowych; bywa, że odnaleźć w niej można coś z mądrości i archetypiczności paraboli; nierzadko inkrustowana jest też fantastyką. Nieokiełznana natura opowieści pozwala zawrzeć w niej treści wszelakie, odzwierciedlić wiele z tego, co autorowi w duszy gra. I taki właśnie charakter mają wydane w Suwałkach w 2002 roku Legendy znad Wigier Stefana Maciejewskiego. Stanowią one zbiór opowieści, których wspólnym mianownikiem jest usytuowanie opisywanych wydarzeń w nadwigierskiej przestrzeni. Narrator jest zajmującym gawędziarzem, a takich dziś nie spotyka się często. Język mieniący się pysznymi archaizmami skupia na sobie uwagę czytelnika i dodaje lekturze swoistego uroku. Z literackim zapisem świetnie współgrają utrzymane w zbliżonej poetyce rysunki Wiesława Osewskiego.
Ten łańcuch opowieści Maciejewskiego zaczyna Baśń o prawężu Wigrysie, zawierająca utrzymaną w baśniowej konwencji genealogię tych ziem. Według niej Wigry zawdzięczają nazwę i kształt smoczastemu stworowi-potworowi, który wyrzeźbił je na swój obraz i podobieństwo. Im bliżej jednak współczesności, tym częściej - jak przystało na legendy - rzetelna prawda historyczna splata się z fantastyką. Wraz z narratorem penetrujemy więc nadwigierską przestrzeń w różnych, mniej i bardziej ważnych dla narodowych dziejów momentach - poczynając od czasów Jaćwingów aż po współczesność.
Jest tu więc na przykład opowieść o Czarnej Hańczy - w pradawnych czasach zwanej rzeką Trojdena - która do dziś "płynie roztańczona niczym baletnica wśród kwiecistych łąk, mija Suwałki, przepływa przez jezioro Wigry i wbiega w cieniste dąbrowy oraz leśne ostępy Puszczy Augustowskiej, aby wnet dotrzeć w dolinę Niemna tocząc dalej wspólnie swe wody, poprzez litewskie krainy, do swego morskiego praojca - do Bałtyku". Tego typu antropomorfizacje pojawiają się w Legendach dość często i dobrze służą tworzeniu sugestywnych obrazów przyrody. Miejsca barwnie, a czasem wręcz poetyckim językiem opisane przez Stefana Maciejewskiego, bez większego trudu można zlokalizować, jak chociażby wyspę Kamień, gdzie w czasach ostatnich Jaćwingów, istotnie spowitych mgłą wielu niedopowiedzeń i niewyjaśnionych tajemnic, rozgrywa się akcja legendy We mgle, we mgle. W kolejnych opowieściach opisy przyrodniczych uroków nadwigierskiej okolicy także wtopione zostały w zajmującą narrację. Pełne ekspresji są zwłaszcza wątki i sceny myśliwskie. Opisu polowania na żubra zawartego w Królewskich łowach nie powstydziłby się żaden z naszych epików...
O legendowości tej książki stanowi znaczna ilość wędrownych motywów takich, jak motyw białego jelenia, nieszczęśliwych kochanków, zakopanego skarbu czy duszy skazanej na pozostawanie w zawieszeniu między tym a tamtym światem, dopóki nie pojawi się ktoś, kto przejmie tę rolę i wiele, wiele innych. Motywy te zostały podporządkowane wizji autora, który nadał im własny literacki kształt. Niektóre z tych opowieści skrzą się dowcipem, czego najlepszy przykład stanowić mogą narracje o diabłach, które jak zapewnia autor, tworzą w nadwigierskiej krainie barwną i zhierarchizowaną społeczność. Każdy ma własne imię i przypisane sobie obowiązki. Nad wszystkimi zaś panuje Dybuk I Łotrzyc, czart na Wigrach i okolicy, który "poza krótszymi lub dłuższymi wojażami po świecie albo urlopami wypoczynkowymi w piekle - jak się szarogęsił, tak się i panoszy po dziś dzień, choć mu coraz ciaśniej, bo krzyży przy drogach wiele, miejsc świętych, kaplic i kościołów bez liku, a pobożnisiów to już tylu, że w nadmiarze! Nie tak przed stuleciami bywało..." I płynie barwna, potoczysta opowieść o diabelskich rządach nad Wigrami...
Z kolei pełna nostalgii za życiem w harmonii z naturą jest Wyspa Wingryny - wzruszająca historia o niespełnionej miłości córki rybaka i młodego kameduły. Po raz pierwszy Maciejewski wspomniał o tych nieszczęśliwych kochankach w wydanej przed laty powieści dla młodzieży W pogoni za rakiem (1988). I stała się rzecz niesłychana - bliźniacze wyspy (Wyspy Brzozowe) na jeziorze Wigry zaczęto nazywać wyspami Wingryny i Zakonnika, a oprowadzający po nadwigierskiej dziedzinie przewodnicy, opowiadają ową legendę, jakby była podaniem o ludowej proweniencji. Świadczy to o żywym odbiorze legendowych treści.
W książce Maciejewskiego miłość konsekwentnie przedstawiana jest jako uczucie naznaczone cierpieniem. Im silniejsza namiętność, tym dramatyczniejsze przeżycia stają się udziałem bohaterów. Przykładem może być Kolumna zamurowanych kochanków - ponura, okrutna opowieść o wielkiej namiętności, a także o tym, że środowisko (w tym wypadku wiejska gromada) nie ma pobłażania dla tych, którzy wyłamują się z obowiązujących obyczajowych reguł.
Do powracających wielokrotnie w tej książce wymienić należy wątek kamedułów, a zwłaszcza dzieje klasztoru wigierskiego. Stefan Maciejewski nie ukrywa swojej fascynacji ich pustelniczym życiem, czego dowody dał między innymi w książce Opowieści o kamedułach wigierskich (1999). Klasztor malowniczo położony nad Wigrami zdaje się być sercem tej krainy, a jego mieszkańcy są w mniejszym lub większym stopniu uwikłani w wiele wydarzeń opisywanych w Legendach. Jednym spośród bohaterów odzianych w biały kamedulski habit jest kucharczyk Barnaba, który o mało nie zaprzedał diabłu duszy, byleby tylko dostarczyć na klasztorny stół sieję. Ostatecznie jednak nieszczęsnemu braciszkowi udaje się przechytrzyć czarta, a tym samym ocalić duszę. Czytając o perypetiach Barnaby, niejako przy okazji, możemy całkiem dużo dowiedzieć się o rybach, które żyły i żyją w wigierskich wodach.
Niewiele jednak ze składających się na tę książkę opowieści ma tak szczęśliwe zakończenie jak wspomniana Klechda o siei wigierskiej. W 1796 roku dochodzi do kasacji zakonu i kameduli muszą opuścić klasztor. W okoliczności ich odejścia wpisana została patriotyczna legenda o bohaterze powstania kościuszkowskiego, który znalazłszy schronienie u białych braci, pozostał z nimi jako brat Konstanty. Smutnemu wymarszowi kamedułów z wigierskiego klasztoru towarzyszyć miały nadzwyczajne wydarzenia, wobec tego opisując je, sięgnął autor do bogatego zasobu legendowych znaków i odpowiednio stopniował nastrój tajemniczości. Czegóż tu nie ma! Orszak wiedzie biały kruk, dzwony dzwonią, mimo że nie poruszyła ich ludzka ręka, a jakby tego wszystkiego było mało - "z głębin jeziora Wigry wystrzelił w samo południe potężny słup wody, niemal sięgając chmur. Jednocześnie rozhulało się wichrzysko, rozszarpując ów słup w miliardy wodnych drobinek. W chwile potem nastała cisza, a na niebie pojawiła się niebywale piękna tęcza. Jej podstawa dotknęła stóp umęczonych kamedułów. (...) na tę z tęczy ustrojoną drogę weszli zakonnicy". Ostatnia z zamieszczonych w tym zbiorze opowieści jest właściwie wzbogaconym odrobiną fantastyki reportażem o Wiktorze z Nowosad, którego jak najsłuszniej nazywano ostatnim kamedułą, bo chociaż nigdy nie wdział zakonnego habitu, poświęcił większość swego życia trosce o zachowanie pokamedulskiej spuścizny.
Najbardziej charakterystyczne dla Legend znad Wigier jest to, że przyroda odgrywa w nich rolę rzeczywistej głównej bohaterki, a nie stanowi - jak zwykle bywa - jedynie tła dla rozgrywanych wydarzeń. Świadczą o tym przenikające warstwę fabularną opisy nadwigierskiej fauny i flory, dokonywane ze znawstwem i pełną czułości uwagą. Daje o sobie w ten sposób znać niezwykle osobisty stosunek autora do tych miejsc, których przemierzaniu, a następnie opisywaniu poświęcił szmat życia. Jezioro Wigry i położony nad nim klasztor kamedułów przez długie lata był dla krajoznawczych poszukiwań Maciejewskiego miejscem w pewien sposób centralnym, toteż Legendy wydają się cennym dopełnieniem całkiem bogatego zbioru poświęconych Suwalszczyźnie tekstów tego autora. Dojść tu mogła do głosu bardziej niż gdzie indziej jego fantazja i gawędziarski talent. Cokolwiek by bowiem nie dociekać na temat tych legendowych opowieści, są one w pełni autorskim tworem. Zawierają w sobie wiele nostalgii za światem, w którym człowiek żył w prawdziwej harmonii z przyrodą i czuł się jej nieodłączną cząstką.
Nadwigierskie okolice jawią się na kartach tej książki jako przestrzeń o niezwykłych walorach - niemalże arkadyjska. Potwierdza się w niej oczywista prawda, że nie wszystko, co ważne w ludzkim życiu da się wyrazić w kategoriach czysto rozumowych. "Dwie rzeczy nie dają się sprowadzić do żadnego racjonalizmu: czas i piękno - twierdziła Simone Weil. - Od nich należy zaczynać". Tak, od nich należy zaczynać, ale też i do nich powracać, co też czyni w swoich Legendach znad Wigier Stefan Maciejewski. Niewykluczone, że w tym właśnie tkwi swoisty urok tych opowieści.
Stefan Maciejewski, Legendy znad Wigier, Suwałki 2002 [rec. Barbara Wojciulewicz, Jak to nad Wigrami bywało, "Jaćwież" nr 20/2002, s. 41-42]
na górę
 
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005 Barbara Wojciulewicz Valid HTML 4.01!Valid CSS!