| Strona Barbary Wojciulewicz | |
|
Pod znakiem pamięci W Bibliotece Pisarzy Warmii i Mazur ukazał się tomik poezji Mirosława Słapika "I dziś i wczoraj". To już piąta publikacja tego cyklu, w którym lazurowi okładki towarzyszy wysoki poziom poetyckich prezentacji. Przedtem ukazały się w tej serii następujące pozycje: antologia "Szara reneta" pod redakcją Kazimierza Brakonieckiego i Zbigniewa Chojnowskiego, "Opowieści z litoralu" Alicji Bykczyńskiej-Salczyńskiej, "A jeśli zgodzisz się być moją ojczyzną" Andrzeja Wojciechowskiego i "Prześwit" Zbigniewa Chojnowskiego.
Tomik Mirosława Słapika stanowi w pewnym sensie kontynuację dotychczasowych twórczych poszukiwań tego gołdapskiego poety, związanego z mazurskim pejzażem i to zarówno w sensie przyrodniczym, jak i kulturowym. Problematyka fascynacji urodą codzienności i faktem, że przeszłość na różne sposoby uobecnia się w teraźniejszości, podejmowana wciąż na nowo, powracała w kolejnych tomikach autora "I dziś i wczoraj". Jej wyrazista obecność dała się zauważyć już w debiutanckim "Ciągu logicznym" (1988), nie zabrakło jej także w "Jest pięknie" (1992) i w "Białym wietrze" (1998). Bez cienia przesady stwierdzić można, że stanowi ona swoisty lejtmotyw tej nieobszernej, dość jednorodnej i zanurzonej w borussiańskim nurcie twórczości. Nic więc dziwnego, że i w najnowszym zbiorze liryków Słapik pozostaje wierny temu, co dotychczas stanowiło sedno jego poetyckiego świata.
W tej liryce wszystko, co otacza człowieka, podlega uosobieniu, a przynajmniej animizacji. I tak w cieniu rozrosłej tui oddycha cmentarzyk, a wzgórze wstrzymuje oddech. Ten na różne sposoby ożywiany świat, choć niby zwyczajny, zdaje się być podszyty niezwykłością. Z materii codzienności zdarza się poecie budować obrazy, przez które delikatnie prześwieca coś niewyrażalnego. Jak w wierszu "Nic", gdzie prowadzeni jesteśmy ku poincie, której nihilistyczna wymowa kłóci się z pięknem poetyckiego obrazowania: za drzwiami / które skrobał wczoraj księżyc / została grudka światła / poranek (...)// źrebak / połknąwszy liść wiatru / dogania polną ścieżkę// mężczyzna w pijanych butach / stawia krok do tyłu // jego stary rower / skrzypi "nic" "nic" "nic" "nic""nic".
Przestrzeń tej poezji nasycona jest przeszłością nieustannie wdzierającą się w teraźniejszość. Bohater liryczny co i rusz doświadcza tego przemieszania czasów. Snuje oniryczne wizje, w których - jak na przykład w wierszu "Ognisko" - pojawiają się ludzie, którzy żyli przed chwilą w mezolicie, a zaraz potem marynarze z zatopionego okrętu i wreszcie dwie kobiety / wegetarianki / rozmawiają / o duszy traw. Przedziwna jedność miejsca przy całkowitym braku jedności czasu. Opozycja Kiedyś - Dziś wydaje się być uprzywilejowaną w tym tomiku. Czas miniony i bieżący koegzystują ze sobą na prawach określanych za każdym razem na nowo przez poetę: między tymi słowami / niby rudy znak zapytania / przemyka wiewiórka // spokój // porosty u podnóża pnia / przypominają / jurajską puszczę / a moja stopa / nieświadomie / szykuje zagładę dinozaurów.
Wiele z tych wierszy to zapis chwil mijających nieubłaganie, próba zatrzymania ich w słowie po to, by choć w ten sposób - unieśmiertelnić. Przeszłość powraca ustawicznie i pojawia się wraz z nią znany z poprzednich tomików Słapika motyw wielokulturowości regionu, z którym poeta związał swoje losy. Nie sposób zapomnieć, w jak dramatycznych okolicznościach została tu przerwana pewna ciągłość kulturowa. Historia przypomina o sobie na niemal każdym kroku. Tkwi jak oścień w ludziach i przestrzeni, którą zamieszkują pospołu żywi i umarli. W wierszu "Przezroczystość" wskrzeszone zostaje mocą poetyckiej wyobraźni coś, co może nie całkiem odeszło... Podjęto tu ważkie zagadnienie splotu polsko-żydowsko-niemieckich losów. Od Holocaustu minęły lata, a jednak ciągle coś jeszcze tkwi w ludziach, skoro można usłyszeć następujące słowa: Nigdy nikomu tego nie powiedziałem / ale tak naprawdę to jestem Żydem / i nawet czasem / zakładam w domu jarmułkę. W powietrzu unosi się tęsknota za światem, w którym różne kultury współistniały w sposób jak najbardziej naturalny i nie było powodów do ukrywania narodowej tożsamości.
Brak odautorskiego komentarza dla tego, co opisywane, nadaje niektórym z wierszy z tomu "I dziś i wczoraj" charakter lirycznych reportaży. Zastanawia powściągliwość poety w artykułowaniu uczuć. O miłości w tych lirykach niemal się nie wspomina, a jeśli już to nadzwyczaj dyskretnie. Jest ona, jak i wszystko - zanurzona w bujności natury. Jednak zarówno w kontakcie z naturą, w której bezskutecznie poszukuje ukojenia, jak i w zetknięciu z drugim człowiekiem bohater liryczny tych wierszy doświadcza samotności i bolesnego wyobcowania. To smutne wiersze. Smutek sączy się tu z każdego obrazu. Jego źródło zdaje się być niewyczerpane. Skąd ten brak poczucia sensu i niewiara w możliwość rzeczywistego porozumienia z drugim człowiekiem? A może nadeszła pora na poszerzenie obszaru poetyckich dociekań? Może ta poetyka, której Słapik wierny jest od dawna, zwyczajnie ulega wyczerpaniu? To wciąż niezła poezja, ale zdałoby się przydać jej nieco filozoficznej głębi, otworzyć na duchową rzeczywistość, zainteresować bardziej tym co ludzkie, a zarazem niewyrażalne.
Poeta pojmuje sacrum w duchu Eliadego. Godna uwagi wydaje się jego wrażliwość na sakralny wymiar natury, ujawniająca się czasem w ciągu najbardziej oczywistych skojarzeń, gdy oto objawia się w ruinach kościoła na ołtarzu / figurka / nowo narodzonej brzózki lub gdzie indziej - słowa podskakują na kamieniach / i brzmią jak buddyjskie oooommm. Uobecniane w tych wierszach sacrum bez Boga, przejawia się w hierofaniach, a więc tym, co poeta postrzega jako święte. Dążenie do odsłaniania owej sakralności ukrytej w świecie przyrody wydaje się stałą tendencją w postrzeganiu rzeczywistości przez autora "I dziś i wczoraj". Zbyt rzadko jednak kontemplowanie piękna widzialnego świata prowadzi do zadumy nad tym, co niedostępne dla ludzkich zmysłów, nad tajemnicą człowieczeństwa i jego psychofizycznej jedni.
Dość konsekwentne niepodejmowanie prób eksploracji kwestii filozoficznych i unikanie zagłębiania się w tajniki ludzkiej duszy sprawia, że wiersze Słapika - dostarczając niewątpliwych wrażeń natury estetycznej - nie pozostają na dłużej w świadomości czytelnika, gdyż nie prowokują do podejmowania intelektualnego dyskursu z przesłaniem poety, które staje się przez to dość jednoznaczne i niekoniecznie oryginalne. Bohater liryczny tych wierszy z jakichś powodów nie podejmuje trudu, by przezwyciężyć ową samotność i towarzyszące jej poczucie wyalienowania. Jak długo bowiem można na różne sposoby przekonywać, że człowiek skazany jest na samotność w świecie, który gdzieniegdzie zachował w sobie pamięć raju? Poezji Słapika nie służy najlepiej zafiksowanie na tym jednym przesłaniu. Dla zyskania pełniejszego oddechu potrzeba, by odważniej podjął próbę zrozumienia człowieczego losu. Są bowiem pytania, od których uchylać się nie można, jeżeli nie chce się stanąć w miejscu.
Mirosław Słapik, I dziś i wczoraj, Olsztyn 2002 [rec. Barbara Wojciulewicz, Pod znakiem pamięci, "Jaćwież" nr 18/2002, s. 48]
na górę |
|
| Wszelkie prawa zastrzeżone © 2005 Barbara Wojciulewicz |
|